Kalendarium

"Śpiewajmy Panu - Z radością!"

     Trudno pisać "historię" Scholi, kiedy śpiewamy dopiero trzy lata. Ale zawsze jest taka w człowieku potrzeba, by dowiedzieć się: skąd pomysł, kto pierwszy śpiewał, jak wyglądały próby, gdzie i co śpiewaliśmy. Postaramy się to przybliżyć, wierząc, że czytelnicy poprawią nasze błędy w datach czy miejscach. Może uzupełnią o wydarzenia, które gdzieś nam umknęły?

     Pomysł, by zorganizować śpiewające dzieci w Naszej Parafii dojrzewał kilka lat. Ja, (Rafał Nowicki), namówiony przez Księdza Marka Niemira, już długo prowadziłem śpiew w czasie Mszy Świętej z udziałem dzieci o godzinie 10.30. Swoimi problemami dzieliłem się często z moją żoną (Dorota Nowicka) i szwagrem (Krzysztof Wichłacz). Dyskusje miały podstawowy temat: co zrobić, by liturgia niedzielnej Mszy Świętej była piękniejsza, głębsza i angażowała cały kościół do lepszego Jej przeżywania?

     W czasie letnich wakacji, temat ten pogłębialiśmy obserwując, jak w innych rejonach Polski ludzie mają problem ze śpiewaniem w czasie liturgii.

     By pisać o korzeniach muszę na chwilę sięgnąć do głębszej historii. Ja i Krzysztof śpiewaliśmy, a śmiem napisać, że wychowanie muzyczne odebraliśmy od świętej pamięci księdza kanonika Zdzisława Bernata. Człowieka, który od lat 60 - tych, bardzo mocno rozsławił Poznań prowadząc Poznański Chór Katedralny. To on zaszczepił w nas miłość do pięknego śpiewu. W czasie, kiedy żyliśmy życiem Chóru Katedralnego nauczyliśmy się, jak ważne jest, by śpiewać Panu pięknie, czysto, z radością i stawiać sobie ambitne cele. Chór Katedralny to także ogromna szkoła życia; to wspólne wyjazdy, w czasie których nie było rodziców, a czuliśmy się tak wspaniale, jak jedna rodzina; to wspaniałe przyjaźnie, które trwają po dzień dzisiejszy. Ale nade wszystko, to poznawanie pięknej liturgii w czasie uroczystości w katedrze i w czasie licznych wyjazdów w Polsce, jak i zagranicą. Długo by pisać, ale uwierzcie mi, że było to coś, co do dzisiaj pielęgnujemy. Takim skromnym wyrazem wdzięczności dla księdza Zdzisława Bernata, było uczestnictwo w tym roku w czasie Mszy Świętej za spokój jego duszy w naszym Kościele Parafialnym 14 czerwca.

     No! Dosyć! Czas na opowieść co z początkiem Scholi na Głównej! Przez dwa lata dojrzewała myśl, by spróbować zrobić nabór i zacząć śpiewać. Ksiądz kanonik Jan Bartkowiak był bardzo zadowolony z pomysłu i z serca nam błogosławił. Ogłosił w kościele w ... (tutaj mam problem, bo pamięć zawodzi) lutym 2003 roku, by muzycznie zdolne dzieci ze Szkoły Podstawowej przyszły na przesłuchanie. Na pierwsze przesłuchania do salki parafialnej - siedziby Klubu Abstynenta "Na Głównej z Nami", która jest do dzisiaj naszą salą prób - przyszło 7 dziewcząt: Paulina Bilska, Magdalena Kierzek, Monika Klewek, Ania Majewska, Eliza Olczak, Martyna Nowicka, Karolina Horla. Nie trwało długo (to była kwestia 2 - 3 tygodni) i do Scholi dołączyły: Dajana Lewińska, Sandra Lewińska, Ada Napierała, Ania Ratajczak, Sonia Staszewska, Sylwia Szłapka, Agnieszka Szwarc i Natalia Woźniak.

     Jak wyglądała nasza praca? Oj bardzo mizernie. Ja i Krzysztof mieliśmy próbę tylko przed Mszą Świętą w niedzielę, a w tygodniu zajęcia miała Pani Agnieszka - organistka. Z biegiem czasu uznaliśmy, że jeśli chcemy śpiewać lepiej, musimy się spotykać raz w tygodniu, by ćwiczyć. Takim dniem stał się czwartek. Od początku nasze próby miały na celu poprawne śpiewanie. Co to znaczy? To przede wszystkim poprawne oddychanie, poprawna dykcja i linia melodyczna. Początek był naprawdę trudny. Było wiele zniechęcenia, bo ile razy można powtarzać tą samą piosenkę: "Jezus Najwyższe Imię"? Ale jak trzeba, to trzeba.

     Pierwszy raz w czasie Mszy Świętej zaśpiewaliśmy w Niedzielę Miłosierdzia Bożego - to jest 28 kwietnia 2003 roku.

     Tak pięknie się złożyło, że Niedziela Miłosierdzia Bożego jest tą, od której datujemy śpiew Scholi z Głównej w czasie Mszy Świętej z udziałem dzieci.

     Wiele emocji towarzyszyło tym pierwszym śpiewaniom. Miejsce gdzie stanęliśmy, by prowadzić śpiew to Prezbiterium. To znaczy bardzo blisko Pana Jezusa w Tabernakulum i na ołtarzu. Od początku otrzymywaliśmy pozytywne komentarze co do śpiewu Scholi.

     Jednak w tym czasie dziewczyny już żyły wyjazdem do Chojna nad Wartą. Wiemy z Krzysztofem jak jednoczą grupę wspólne wyjazdy. Tam dopiero można poznać się wzajemnie. W innych sytuacjach niż te w szkole, na próbie czy w Kościele. Wiedzieliśmy, że chcemy pojechać w majowy długi weekend. Tam założyliśmy, że trochę popracujemy nad śpiewem. Jednak nie to było głównym celem. W tym czasie, przed wyjazdem, odbyło się pierwsze zebranie z rodzicami. Byliśmy bardzo mocno przygotowani do tego spotkania, znaliśmy odpowiedzi prawie na wszystkie pytania. Wraz ze Scholą wyjechali wtedy także, jak sami się nazwali, przyjaciele Scholi czyli rodzeństwo niektórych dziewcząt - Tomek Horla, Patryk Staszewski, Darek Majewski, Witek Olczak, Mateusz Szłapka, Mikołaj Wichłacz, Mateusz Nowicki.

     Rodzice pomogli nam dowieźć dzieci na miejsce (88 km od Poznania; Wronki; Chojno). Na miejscu czekał na nas ksiądz Paweł Pawlicki, który w swojej przyjmuje nas pod swój dach. Mamy do dyspozycji sypialnie, miejsce na wspólne posiłki przy kominku, toalety. Warunki jak na nasze potrzeby zupełnie wystarczające.

     Rano, po modlitwie, zaprawie i śniadanku, sprawdzeniu czystości (był konkurs), trochę śpiewu, potem spacer i przygotowanie posiłku - takie normalne obozowe życie. Bliskość lasu i możliwość bycia z naturą pozwalało na zupełnie inne funkcjonowanie. Wspólne nocne podchody z niezapomnianym Panem Witkiem, czy chrzest ze św. Cecylią - w tej roli wystąpiła Pani Ewa - to wszystko złożyło się na niesamowitą atmosferę, która jeszcze ściślej połączyła naszą grupę. Odwiedził nas także ksiądz kanonik Jan Bartkowiak, który przywiózł niesamowitą ilość drożdżówek. Po powrocie otrzymaliśmy bardzo pozytywne informacje na temat pobytu w Chojnie od rodziców, jak i samych dzieci. W pierwszym wyjeździe pomagali nam: Pani Ewa Olczak, Pani Ania Klewek, Pani Dorota Nowicka, Pan Witek Olczak. Bardzo im za to dziękujemy .

     To wszystko dodawało nam wielkiej siły do dalszej pracy. Zakończyliśmy śpiewanie wręczeniem dyplomów. Jest zdjęcie, które dokumentuje ten moment.

     Nastał czas wakacji, który spędziliśmy na intensywnym planowaniu dalszej pracy. Po pierwsze musieliśmy zwiększyć ilość prób, po drugie - próby muszą być prowadzone w połączeniu z emisją głosu i nauką nowego repertuaru. W czasie czwartkowych prób mocniejszy nacisk będziemy kładli na przygotowanie liturgiczne - tzn. analizę czytań niedzielnych, przygotowanie psalmu. W swoich planach mieliśmy też przygotowanie koncertu, który pokazałby, że nasza praca idzie w dobrym kierunku. Myśleliśmy także o dalszym naborze. Wiedzieliśmy również, że oprócz wyjazdu do Chojna, chcemy zorganizować dłuższy pobyt dla Scholi w Białym Dunajcu (niedaleko Zakopanego). W Parafii wikarym został ksiądz Robert Korbik, który dynamicznie zajął się ministrantami i młodzieżą.

     Wrześniowe próby rozpoczęliśmy w składzie kończącym rok szkolny. We wrześniu, poprzez plakaty i ogłoszenia parafialne, zaprosiliśmy kolejnych uczestników na przesłuchania. I tak od końca września zaczęły śpiewać z nami: Dobrosława Kowalczyk, Kinga Manuszak, Monika Pawlak, Lena Olejnik, Klaudia Figlak, Małgosia Anioł, Marta Kuśnierczak, Ola Kępińska, Ela Dyba i Natalia Michalska.
Ela Dyba dość szybko zrezygnowała, a od października zaczęła z nami śpiewać Weronika Jędrzejczak. W tym czasie bardzo mocno przygotowywaliśmy się do naszego pierwszego koncertu, który miał się odbyć 25 listopada 2003 roku. Intensywne próby, nauka nowych piosenek i śpiew na niedzielnych Mszach Świętych pochłaniał bardzo dużą ilość czasu.

     Wreszcie nadszedł ten moment i trzeba było przemóc tremę. Koncert prowadził ks. Robert. Zaśpiewaliśmy następujące utwory: Tak pragnę wielbić Cię, Pan jest Pasterzem moim, Święty, Święty, Szukajcie wpierw Królestwa Bożego, Jezus daje nam Zbawienia, Boża radość, Jesteś radością, Płoną ogniska w świecie, Cicho było na ulicach (solo Karolina Horla), Nie nam lecz Twemu Inieniu, Jeśli radość..., Idziemy razem trzymamy się za ręce, Hewenu schalom, Tyś jak skała...

     Było wiele radości na koniec, oklasków, ale nade wszystko było tworzenie wspólnoty chwalącej Pana Boga.

Created by AT Computers